Nareszcie porządek
Data dodania: 2011-07-21
Zawsze sądziłam, że aż taką porządnisią nie jestem. Ostatnio zrobiłam rachunek sumienia i mi wyszło, ze:
- nie lubię patrzeć na walające się śmieci, a śmieci stanowiące górkę, tym bardziej górzysko /patrz: Mount Everest na podwórku/ są dla mojego wzroku absolutnie nie do zniesienia. Podczas patrzenia moja dusza, nie tylko jej ekologiczna część ciarek dostaje, wcale nie z gatunku tych przyjemnych, brrrr....
- nienawidzę jak w zlewie jest coś, co można by z powodzeniem umyć, dlatego gonię z każdą szklaneczką, kubeczkiem, widelczykiem, czym skutecznie zatruwam sobie chwile, które skądinąd mogłabym poświęcić na coś dalece przyjemniejszego /na przykład na rozwalanie kilofem kamieni lub wozenie się z wózeczkiem na węgiel - patrz: Edysia/
- jak się tylko coś do prania zbierze, absolutnie na siłę poszukuję następnych rzeczy, które mozna by całkowicie przy okazji wyprać, nawet nieźle mi to wychodzi, a małzonek wręcz twierdzi, że opanowałam tę sztukę do perfekcji i znaleźć wczorajszy podkoszulek tam gdzie się go rzuciło /patrz: podłoga/ graniczy z cudem.
- szlag mnie trafia kiedy widzę, ze szczaw zakwitł i rośnie toto wysoooooko skutecznie zakrywając dziury i wgłębienia w glebie, tym bardziej męczę się patrząc piętrzące się zwały piachu obok domku, a juz porastające je roślinki do rozpaczy doprowadzają źrenice, zarówno w okularach jak i bez /patrz: piętrzące się zwały piachu koło domku/.
- ziarenka piasku na podłodze.... I TAK DALEJ
Czyli nie ma lekko, żeby nie powiedzieć: jest cięzko
Tymczasem przyjezdzam wczoraj, a tam... czysto i płasko!!! Normalnie odlot, nic tylko się za grabie zabierać i poprawiać
NORMALNIE ODLOT, MÓWIĘ WAM. Nie sądziłam, ze plaskatość tyle radości moze dostarczyć przeciętnemu użytkownikowi gruntu...
Komentarze