Sposób na pył
No i zmobilizowałyście mnie Dziewczyny. To, że nie piszę, to nie przez to, że kogoś nie lubię lub o kimś zapomniałam. Wręcz przeciwnie. Śledzę i wiem co się u Was dzieje. Podziwiałam kuchnię Szyszuni, Bączkowe inspiracje, Edysi walkę z trawą, ptaszki w gniazdku, nie pamiętam czy u Domi czy u Sylwii, widziałam jak wystrzeliła Iskierka nad morzem, kafelkuję razem z Iskierką-Marysią. Itede.
Tylko nie mam o czym pisać....
... no, może do dziś, bo pomyślałam, że mój eksperyment może się komuś przydać.
Kto lubi pył?
No, nikt. To logiczne nawet.
Więc ja też nie, a skoro mam dużo czasu... myślę i myślę, a może nawet w czasie przeszłym: myślałam, myślałam i wymyśliłam.
Złapałam za duży odkurzacz i, szast prast, odkurzyłam cały parter. Wyło niemiłosiernie, szum jak na lotnisku, nie przymierzając. Posadzka kolor zmieniła przez to odkurzanie, ale - udało się!!! Pyłu ani śladu. Dla niedowiarków zamieszczam fotki eksperymentalnie nie wycieranych przez 9 dni parapetów. O, proszę:
Ponieważ niektórzy z dwóch stron lubią, prosze bardzo, druga strona:
Pomyślałam sobie, że przed samym położeniem czzegoś ładniejszego na posadzkę warto się pokusić o ponowne odkurzanie. Pył wtedy zniknie i nie będzie spod paneli straszył i wyłaził.
BUZIACZKI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Komentarze